Advertisement
Advertisement
Advertisement
Advertisement
 
Image
WTZ Kłecko w Łebie i na Helu Drukuj
                     kopia_38_dom_do_gry_nogami.jpg Zbliżające się wakacje i piękna pogoda za oknem motywują do wycieczek. Celem naszej tegorocznej, trzydniowej wycieczki (22-24 czerwca)  była Łeba i Hel. Polskie wybrzeże dostarcza zawsze niezapomnianych doznań i wrażeń, począwszy od zimnej wody w morzu, po piękne zachody słońca.
          Po rozpakowaniu wyruszyliśmy na mały rekonesans Łeby. Najpierw Port Jachtowy. Co prawda wakacje miały rozpocząć się dopiero za kilka dni, ale amatorów czynnego wypoczynku nie brakowało.
       Przemaszerowaliśmy dalej na Falochron Zachodni z Krzyżem Nawigacyjnym. Pierwsze westchnienia, zdjęcia. Z daleka podziwialiśmy tych, którzy korzystali z morskiej kąpieli. Musieli być morsami. Dla przeciwwagi my opatuleni po same uszy. Dalej zwiedziliśmy Starą Łebę. Przy ruinach kościoła św. Mikołaja, nasz przewodnik p. Jacek zrobił dla nas test ogniowy na autentyczność bursztynu. Zaiskrzyło, pojawił się ogień, a potem zapach żywicy. Jeden z bursztynów jako prezent wrócił z nami do Kłecka.  Zawitaliśmy też do Portu Rybackiego. Mogliśmy zobaczyć prawdziwe sieci rybackie, jak wyciąga się z nich ryby i segreguje do skrzyń.
            Wędrując wąskimi uliczkami do pensjonatu na obiadokolację dotarliśmy do parku, gdzie znajduje się „Skrzynia czasu”. W 2004 r. mieszkańcy Łeby zapakowali do niej pamiątki dla przyszłych pokoleń: osobiste drobiazgi, fotografie i listy. Skrzynia zostanie uroczyście otwarta dokładnie po 100 latach.
Nie mogło w ten dzień zabraknąć wieczornego wymarszu nad morze. Zapaleni kibice piłki nożnej zasiedli oczywiście przed telewizorami, ale cała reszta z nadzieją na lody i zamoczenie stóp wymaszerowała z pensjonatu.
            Drugi dzień to wyprawa na Hel. Atrakcji wiele. Wizyta w Fokarium, wejście na Latarnię Morską, rejs statkiem po Zatoce Gdańskiej Morza Bałtyckiego. To ostatnie przedsięwzięcie najmniej entuzjastycznie przyjęła większa część kadry borykająca się z chorobą lokomocyjną. Na szczęście morze było spokojne i wszyscy szczęśliwie zeszli na ląd. Był też czas na pamiątki, bez których nie może przecież obyć się żadna wycieczka. W drodze powrotnej do Łeby, w Jastarni zwiedziliśmy Muzeum Rybackie „Pod strzechą”. Znajdują się tam eksponaty związane m.in. z połowem ryb, sprzęt do polowań na mewy oraz foki. Na zewnątrz stoją stare łodzie. Do jednej z nich nie omieszkali wejść również nasi panowie. Tradycyjnie wieczorem, mniejsza tym razem grupa wyruszyła zobaczyć zachód słońca.  
Dzień trzeci to pożegnanie z wybrzeżem. A szkoda, bo pogoda idealna do opalania. Zamoczyliśmy więc ostatni raz nasze nogi, zrobiliśmy pamiątkowe zdjęcia i ruszyliśmy do ostatniego celu naszej wycieczki - Skansenu w Szymbarku.
    W tak małej przestrzeni dużo się dzieje. Jest część do zadumy jak zwiedzanie domu Sybiraka, Sowieckiego Lagru, czy Bunkra, w którym dzięki efektom specjalnym mogliśmy przeżyć „prawdziwy” nalot. I jest część rozrywkowa. Z niej uczestnicy najbardziej zapamiętali „Najdłuższa deska świata” i „Dom do góry nogami”. Ciekawe doświadczenie niemocy  kontrolowania zachowań własnego ciała. Totalny zawrót głowy. Oczekujących na dworze dochodzą jedynie wybuchy głośnego śmiechu.
            I tak minęły trzy dni. Na koniec jeszcze podziękowania dla pana Michała Leśnego. Bezpiecznie przewiózł nas przez pół Polski i umilał nam czas muzyczką. A przecież rozśpiewany autokar to jeden z dowodów na to, że wycieczka jest udana.

Terapeuta pracowni komputerowej
Hania Dolata

morze.jpg
 
    Copyright 2007 © Caritas. Wszystkie prawa zastrzeżone
Codesign: Softblue